Nowe rodzeństwo
Leon dowiaduje się, że w brzuchu mamy rośnie Fasolka. Uczy się kołysanki o księżycu, przewija lalkę i czeka. Kiedy Fasolka płacze i nic nie pomaga, uspokaja ją dopiero jego głos.

Przy kolacji mama położyła na stole małe, czarno-białe zdjęcie. Na ciemnym tle było widać coś jasnego i malutkiego. — To nasze nowe dziecko — powiedziała. — Rośnie u mnie w brzuchu. Za kilka miesięcy będziesz mieć rodzeństwo. Leon przyjrzał się zdjęciu z bliska. — Wygląda jak fasolka. — To niech na razie będzie Fasolka — zaśmiała się mama. — Tylko uprzedzam: na początku będzie dużo spać, dużo jeść i dużo płakać. Na wspólne zabawy trzeba będzie trochę poczekać. Leon zerknął na mapę pierwszych razów wiszącą na ścianie. Takiego pierwszego razu jeszcze na niej nie było.

Brzuch mamy rósł z tygodnia na tydzień. Pewnego popołudnia mama wyjęła z szafy gruby album ze zdjęciami. — Zobacz, to ty, kilka dni po urodzeniu. Na zdjęciu leżało malutkie dziecko z pomarszczonym czołem i zaciśniętymi piąstkami. — To naprawdę ja? — Leon nie mógł uwierzyć. — Ty. Kiedy śpiewałam ci kołysankę o księżycu, od razu robiło się cichutko. Wtedy w brzuchu coś delikatnie kopnęło. Leon przyłożył do niego dłoń i zanucił tę samą kołysankę. Fasolka chyba słuchała, bo zaraz się uspokoiła.

Na kilka tygodni przed narodzinami Fasolki w domu pojawiła się lalka-dzidziuś w śpioszkach w paski. Razem z mamą Leon uczył się, jak ją przewijać, karmić z butelki i nosić tak, żeby główka leżała bezpiecznie na ramieniu. — Kiedy Fasolka zacznie się rodzić, pojadę na kilka dni do szpitala — powiedziała mama. — Przez ten czas zamieszka z tobą babcia. A potem wrócę do domu razem z Fasolką. Leon pokiwał głową i otulił lalkę kocykiem. Na wszelki wypadek zaśpiewał jej też kołysankę o księżycu. Tak dla wprawy.

Przez trzy dni Leon mieszkał z babcią, a czwartego ranka stał w przedpokoju i nasłuchiwał kroków na schodach. Wreszcie drzwi się otworzyły i stanęła w nich mama z zawiniątkiem w żółtym kocyku. Fasolka była czerwona, pomarszczona, a jej piąstki nie były większe od orzecha. Ledwo otworzyła oczy, rozpłakała się tak głośno, że Leon zatkał sobie uszy. — Mówiłam, że będzie płakać — uśmiechnęła się mama. — Przywitasz się? Leon ostrożnie podał Fasolce palec. Malutka dłoń złapała go od razu i mocno trzymała. Babcia zrobiła im wtedy pierwsze wspólne zdjęcie.

W sobotę przyszedł wujek z dwiema paczkami. Zanim zajrzał do łóżeczka, przykucnął przy Leonie. — Cześć, Leonie! No i jak to jest być starszym bratem? Jedna paczka była dla Fasolki, a druga — dla Leona. W środku leżało pudełko kredek, takich prawdziwych, z temperówką. — A teraz przedstaw mi, proszę, nowego domownika — poprosił wujek. Leon stanął obok mamy, która trzymała Fasolkę, i powiedział z dumą: — To jest Fasolka. Lubi, jak się jej śpiewa. I bardzo mocno trzyma za palec.

Fasolka płakała, jadła, spała i znowu płakała, a mama ciągle nosiła ją na rękach. Pewnego popołudnia Leon położył się na kocyku Fasolki, zwinął się w kłębek i zakwilił cieniutko, zupełnie jak niemowlę. — Mnie też ponoś! I daj mi butelkę! Mama usiadła z Fasolką na kanapie i zrobiła obok miejsce. — Chodź. Wygląda na to, że jest ci smutno, bo Fasolka zabiera mi teraz tyle czasu. Leon przytulił się do jej boku. — Miłość to nie ciasto — szepnęła mama. — Nie trzeba jej dzielić na kawałki. Kiedy w rodzinie przybywa ktoś nowy, robi się jej po prostu więcej.

Wieczorem Fasolka rozpłakała się w łóżeczku i nic nie pomagało: ani bujanie, ani noszenie, ani spacer po pokoju. — Mogę spróbować? — zapytał Leon. Stanął przy łóżeczku i cichutko zaśpiewał kołysankę o księżycu — tę samą, którą kiedyś nucił do brzucha mamy. Fasolka pociągnęła nosem, otworzyła oczy i ucichła. — Poznała twój głos — szepnęła mama. — Słuchała go jeszcze w brzuchu. Kiedy Fasolka zasnęła, mama zgasiła duże światło i wyjęła z półki ulubioną książkę Leona. — A teraz czas tylko dla nas — powiedziała.

Następnego dnia Leon usiadł przy kuchennym stole z kredkami od wujka. Narysował siebie z Fasolką na rękach, a nad nimi wielki, uśmiechnięty księżyc — ten z kołysanki. Potem przykleił rysunek na rodzinnej „mapie pierwszych razów”, w samym środku. Pierwszy raz starszym bratem! Na ten rysunek mapa czekała najdłużej. Mama stała obok z Fasolką, która akurat się obudziła i zamrugała zaspanymi oczami. — I co, Fasolko? — szepnął Leon. — Podoba ci się? Fasolka ziewnęła szeroko. To chyba znaczyło „tak”.
Koniec




